Brytyjski portal
dailyexpress.co.uk rozpisuje się o tym jak przedstawiciele polskich
firm bez skrupułów "zbierają" nowo przybyłych Polaków z brytyjskich
lotnisk i prowadzą do tutejszych urzędów rejestracyjnych. Ścieżki do
Job Centre oraz banków są już mocno wydeptane a "załatwienie sprawy" w
urzędach przychodzi im z łatwością - informuje radio ORŁA fm.
Żeby stać się pełnoprawnym pracownikiem firmy zarejestrowanej w
W.Brytanii, wedle tutejszego prawa wystarczy odbyć 5 godzin pracy
konsultacyjnej, którą można wykonać telefonicznie z każdego miejsca na
świecie. Ta niewątpliwie wygodna forma rozliczania się z tutejszym
prawem. To także furtka dla tych, którzy chcą to prawo "nagiąć".
Właściciel firmy w Rzeszowie z siedzibą w UK, pan Ireneusz Klader
(cytowany przez brytyjski portal dailyexpress.co.uk), który nakłania
samozatrudnionych Polaków (self-emplyed), do życia poza granicą W.
Brytanii utrzymuje, że jego biznes jest całkowicie legalny.
- Ten system obejmuje wszystkich mieszkańców UE. Właściwie robię
przysługę brytyjskiemu systemowi podatkowemu płacąc każdego miesiąca
tysiące funtów na składki.
Jednocześnie zapytany o koszty jakie będzie ponosił w chwili, kiedy jego pracownicy osiągną wiek emerytalny, odpowiada krótko:
- To jest odległa przyszłość a my skupiamy się na teraźniejszości.
Polski parlament skoncentrował się na obniżeniu wspomnianych składek, o
które już apelowała do brytyjskiego rządu Minister Pracy i Polityki
Społecznej, Jolanta Fedak.
- Płacenie minimalnych składek za granicą nie wygeneruje wystarczająco
wysokiej emerytury. Tym samym nie będzie takim ludziom przysługiwała
krajowa emerytura, jeśli nie zgromadzą odpowiedniej ilości składek
emerytalnych w Polsce - powiedziała Jolanta Fedak.
Szacuje się, że około 5 tys. Polaków zatrudnionych na zasadzie
"self-employed" w ciągu ostatniego roku w W.Brytanii wykorzystuje tą
wygodną lukę w brytyjskim prawie i mieszka w Polsce.